Austriacy atakują mejnstrim
Napisałem prostą aplikacyjkę na facebook.com Wykrywacz romansów wśród znajomych. Tak w ramach obczajania mozliwości platformy i jego API. Na początku miało być coś innego, ale wyszło to co wyszło :-).
Wczoraj zaglądam na panel developerski, celem konfiguracji kolejnej aplikacji. A tu niespodzianka. Aplikacji użyło ~20k użytkowników :-). Myśle sobie błąd. Ale logi z mojego serwera HTTP potwierdziły zwiększony ruch.
Epidemia zaczęła się tydzień temu, w środę miała swój szczyt. Teraz powoli się wygasza.
Kolejne aplikacje postaram się obserwować na bieżąco i w peaku dać komercyjną funkcjonalność
Świnie otrzymały nową klatkę. Projekt i wykonanie własne. Ma być bardziej funkcjonalna, niż te sprzedawane w sklepach zoo. Głównie chodzi łatwiejszy dostęp do wnętrza. Krata na górze w przypadku świń jest zbędna. Tak wysoko nie podskoczą :-). Dodatkowo kółka pozwalają na łatwiejsze przemieszczenie, w celu konserwacji stanowiska, jak i usuwania do pokoju B, w przypadku najazdu gości.
Elementy składowe: przycięty kosz wystawowy, spienione pcv, kółka, stary polar na hamak.
Czasem trzeba mieć możliwość edycji jednej strony HTML. Stawianie jakiegoś Wiki, CMS’a to strzelanie z armaty do muchy. Zrobiłem prymitywnego CMS’a biedacms. U mnie działa
Miłego.
Się dowiedziałem listownie, że mój skuter to samochód :-).
BTW
A strona kumpla o galeriach, jak rok temu nie zawiera zdjęć galerianek, tak nie zawiera. Sie chłopak dziwi czemu ruch mały. Kliknij, aby mu zwiększyć trafik beznamiętny opis Centrum Handlowe Arkadia.
Motto: Shipping is a feature
Po latach technonanizmu językami, frameworkami, enginami, ideami obcymi, zrobiłem coś co działa i spełnia moją potrzebę. Mianowice aplikację nasi-fachowcy.net. Będę w niej gromadzone dane kontaktowe fachowców różnych branż, którzy nie zawiedli. Coś co zastąpi białe listy lekarzy gromadzone w firmach, czy słowne rekomendacje ekip remontowych. Cel jest szczytny!
Na razie zaimplementowana jest podstawowa funkcjonalność. Można dodać, edytować kontakt do fachowca jak i zaprosić znajomego. Publicznego formularza rejestracji nie przewidziałem :-). Na razie problem spamu zostanie odwleczony. Chętnym zaproszenie wyśle po otrzymaniu maila.
Przy okazji powstał µ-framework turbobieda. Nazwa oddaje jego cechy :-).
Przyszła jesień. Wróciłem do jesiennych aktywności. Łóżko, herbata, koc, ksiażka. Wróciłem do odłożonej na “później” książki o typografii Elementarz stylu w typografii pana Robert Bringhursta . Przestać czytać nie mogę. Raczej chłonąć, bo książka jest wybitna pod wieloma względami: treści, języka, składu. Dobra, piękna, prawdziwa.
Cytat z fragmentu o składzie komputerowym:
Ekran naśladuje niebo, nie ziemię. Bombarduje wzrok światłem, zamiast czekać na spojrzenie i odpłacać za nie widokiem. Nie jest jednocześnie spokojny i pełen życia, jak ma to miejsce w przypadku pola pełnego kwiatów, twarzy zamyślonego człowieka , czy też dobrze wykonanej typograficznie strony. Z ekranu czytamy w taki sam sposób, w jaki czytamy z nieba — szybko ogarniając wzrokiem jego połacie, odgadując pogodę ze zmiennych kształtów chmur lub, jak astronomowie, patrząc na powiększone fragmenty, przyglądając się szczegółom. Szukamy w nim raczej wskazówek i objawień niż mądrości. To czyni z niego atrakcyjną przestrzeń do składowania poszatkowanych informacji, takich jak nazwy, daty, sygnatury biblioteczne — ale nie sprawia, że staje się on dobrym miejscem na przemyślany tekst.
Oczy bolą jak patrze jak ten cytat wygląda na blogu.
Kupując używany motocykl często kanapa jest w złym stanie. Obszycie jest podarte i gąbka wystaje. Można z tym jeździć. Niestety woda w wsiąka do środka, a przy siadaniu wysiąka w portki :-). Poza tym wygląda to źle. Można zalepić duct tapem. Taśma ma tę wadę, że potrafi się odlepić od siedzienia i przylepić do portek. Jakby nie kombinować najlepiej jest wymienić poszycie. Można dać tapicerowi motocyklowemu, można dać tapicerowi meblowemu (jak się zgodzi). Można też zrobić samemu :-).
Oto potrzebne narzędzia do samodzielnej wymiany poszycia:
Procedura:
Piwo jest istotne z następujących powodów:
Ja niestety zapomniałem o tym kluczowym elemencie i wieczór tapicerski był nerwowy, pełen werbalnej autoagresji ;-).
Oto siedzenie po jakimś czasie używania:

Kiedyś o skuterach myślałem tak:
Pojechałem na wakacje na Kretę i mi się odmieniło :-). Zwiedzanie wyspy jednośladem sama przyjemność. Policja nie wymusza zakładania kasków. Można sobie lajtowo pojeździć drogami wzdłuż brzegu morza i rozkoszować się wiatrem, słońcem jak i zapachami, znanymi w kraju jedynie z kwiaciarni :-).
Po wyspie jeździliśmy w sumie 4 różnymi skuterami. Wrodzone skąpstwo i awarie przyczyniły się do takiego zróżnicowania.
Na początek wzieliśmy mocno używanego Peugota (dwusów 75cc). Miał najlepszy stosunek wielkości do ceny

Skuter był fajny. Duży, wygodny. W schowku pod siedzieniem mieściły się dwa kaski. Słowem wygoda. Wszystko było OK, dopóki nie pojechaliśmy do innego miasta (Agios Nikolaos). Na górskich serpentynach, pod górkę zdychał. Prędkość spadała do 30km/h. Rzeczywista była mniejsza. Licznik zawyżał.
Następnego dnia wymieniliśmy mułka na coś mocniejszego. Oczywiście z dopłatą. Tym razem wzieliśmy największy skuter jaki był w ofercie. Była to Honda z silnikiem 250ccm.

Zachowywała się jak prawdziwy motocykl. Pojechaliśmy do groty Zeusa (jednej z dwóch :-), przy okazji zwiedzając płaskowyż Lasithi. Honda spokojnie ciągneła 60km/h pod 10% wzniesienia. Na autostradzie utrzymanie prędkości 80km/h nie było problemem. Przy większych prędkościach robiło się bardzo nie miło z racji wiatru. Ubranie mieliśmy raczej plażowe niż motocyklowe. Brak stosownego stroju dał się we znaki w trakcie wycieczki do Rethymnonu (120km w jedną stronę). Ciało przewiane nie było w stanie się zrelaksować.
Honda miała wadę. Dziwnie się zachowywała w zakrętach i wzdłużnych przeszkodach na asfalcie. Na początku myślałem, że to kwestia konstrukcji skutera. Długi pojazd z silnikiem na wahaczu, może się zachowywać dziwnie (ciągnący tył). Po oględzinach na parkingu okazało się, że tylne koło miało luz. W wypożyczalni skuter został wymieniony na nowy.
Skuterem nr 3 została nowiutka Gilerka 125 (4suw).

Gilerka okazała się żyletką. Krótka, twarda i szybko się wkręcała w obroty. Idealny skuter na miasto. Skuterkiem pojechaliśmy na południe wyspy, jakieś 70km. Z czego połowa niekończącą się serpentyną, a druga część płaską drogą. Tyłki bolały po wyprawie.
Na tym skuterze skończyła się nam przygoda z wypożyczalnią Hermes z miasta Malia. Na dwa ostatnie dni plan wypoczynkowy był inny. Niestety pogoda przez kilka dni była słaba ( jak na tutejsze warunki) i wycieczka na Santorini nie udała się. Ludzie wykupili wszystkie miejsca. Chcąc pojechać na mniej zatłoczoną plażę pożyczyliśmy skuter Piaggio Typhoon. Tym razem była to klasyczna pierdziawka 50ccm. Mułkus Vulgaris

Mułek pierdział, śmierdział jak smażalnia rybna, ale na plażę dojechał :-).
Udało mi się przekonać Anię do samodzielnej jazdy. Trik był prosty. Dałem jej potrzymać gaz jak siedziała z tyłu. Jak tylko spróbowała, od razu chciała jeździć. Pojechaliśmy na parking przy ruinach. O godzinie 18 nie było tam żadnych pojazdów. Byli za to faceci ze swoimi kobietami uczący je jeździć. Gdzie by nie pojechać ludzie są tacy sami. Ania zrobiła kilka kółek, podekscytowana i szczęśliwa. Potem wróciliśmy do hotelu.
Po bolesnym powrocie do kraju, ciemnym i zimnym postanowiłem kupić mułka 50ccm, tak aby Ania mogła na nim śmigać. Znalazłem taniego i z Warszawy. Piaggio Typhoon 50ccm.

Cena nie zrobiła cudu. Zgodnie z maksymą “you get what you paid for” skuterek jest lekko zużyty. O ile nieatrakcyjny wygląd jest dla mnie zaletą, to zużycie silnika już nie. Zaprzyjaźniony mechanik/konstruktor amator Arbiter ukazał mym oczom owe zużycie. A mogłem nie patrzeć :-).
Jakiś czas temu kupiłem urządzenie X na allegro. Cena była atrakcyjna. 80% nówki z niemieckiego sklepu. Jakieś 50% nówki z polskiego. Słowem okazja. Sprzedawca przez telefon był OK. Zrobiłem przelew, podałem dane i czekam na przesyłkę. Nie zmartwiło mnie, że nie przyszła po tygodniu. Cóż mieszkając w Warszawie, gdzie wszystko jest blisko i widać nowoczesność i dobrobyt, poczta polska ma problemy z wydajnością. Jakoś nie mogą dojść do wniosku, że papierki, stempelki, pisanie odręczne sprawdzało się dobrze, ale dziesiątki lat temu. A nie dziś, w dobie zakupów on-line i boskiego łebdwazero. Po dziesięciu dniach zatroskałem się o przesyłkę. Sprzedawca też był zatroskany. Się na pocztę pofatygował, celem złożenia reklamacji. Po 3 tygodniach wysłał SMS’a, że odda kasę, nie czekając na rozstrzygnięcie reklamacji. Kasę oddał w 2 transzach. Minął miesiąc. Dałem komcia. Pozytywny, rzecz jasna, człowiekowi za dobry kontakt i negatywa poczcie za zagubienie przesyłki.
Wszystko było by OK. Gdyby… Gdyby nie donos innego allegrowicza. Donosiciel uświadomił mnie o nowej usłudze allegro. “Nieświadomy Social Lending”. Wystawiasz przedmiot, którego nie masz. Dajesz atrakcyjny opis i cenę. Ktoś kupuje. Ty nie wysyłasz. Po jakimś czasie mówisz, że wsiąkło na poczcie. Po jakimś czasie oddajesz kasę. Wszyscy są zadowoleni. Niedoszły kupiec, bo odzyskał kasę, ty bo miałeś ją przez jakiś czas, a poczta bo nie zmienia się opinia o niej.
Całą tą idylle psuję jakiś nadgorliwy allegrowicz. “Ignorance is bliss” mawiają. Wniosek. Nigdy nie czytać maili od nieznanych allegrowiczów!
W sobotę byłem na kolejnej konferencji Javarsowia. Jak nazwa mówi konferencja odbywała się w Warszawie. Skusiła mnie bliska odległość, brak pomysłu na sobote i obecność ludzi z pracy. Cóż, po raz kolejny przekonałem się, że formuła wykładów to nie jest to, jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy. Dyskusje w małym gronie, takie jak miały miejsce w tydzień wcześniej w Gdańsku, były znacznie bardziej ciekawe i pouczające. Można by pójść dalej i zorganizować zajęcia w starożytnym stylu, gdzie ekspert by zadawał pytania zebranym. Ciekawie, też mogła by wyglądać dyskusja fascynatów, w której ktoś zostawał by adwokatem diabła i musiałby by przyjąć przeciwny pogląd i go bronić.
Tyle o konferencji. Na konferencji spotkałem człowieka, który skusił się na zestaw Libertariański Zestaw Startowy. W trakcie rozmowy na tematy społenczo-polityczne, rozmowa o javie była by zbyt oczywista. Człowiek zdradził mi, że ma zamiar obdarowywać znajomych kopią Atlasa Zbuntowanego celem propagacji idei wolnościowych, kapitalizmu (w pierwotnym znaczeniu tego słowa) i indywidualizmu. Kolega z pracy, już tak zrobił. Sam kiedyś o tym myślałem. Indukcja! Może by tak założyć fundację? Bynajmniej nie w celu wzajemnego podtrzymywania się na duchu i potwierdzania prawdziwości własnych poglądów. Raczej ze względów ekonomicznych. Być może udało by się uzyskać upust na książki, kupując hurtem. Możne by też się udało uzyskać status organizacji pożytku publicznego i pozyskać zwrot z rabunku (podatku).
Byłem na Cooluarach i było fajnie :-).
Nie pisałem na tym blogu o sprawach około-pracowych. Czas na zmiany. Być może trzeba będzie zmienić podtytuł bloga, na “mało intymny”
Jakoś tak się stało, że unikam konferencji technologicznych. Nie widzę sensu słuchać prezentacji o kolejnej srebrnej kuli, która to uczyni klienta szczęśliwym, a mnie bogatym. Nie wiem, czy wszystkie konferencje tak wyglądają, ale z tego co się zdążyłem zorientować (patrząc na agendy) to większość tak wygląda. Ot współczesna forma sprzedaży wszystko-leczącego oleju z węży dla ludzi z dużym IQ. Poza tym zawsze miałem wrażenie, że taka forma na praktykowanie społecznego dowodu słuszności. Grupa myśli jak ja, wiec to musi być prawda.
Sceptycyzm swój czasem trzeba weryfikować. Trzeba sprawdzać przesłanki. Się natrafiła okazja. Dyrekcja postanowiła wysłać mnie na Cooluary. Tak konferencja która nie jest konferencją, a raczej zjazdem developerów. Jako, że było to w Gdańsku, a i czasem trzeba wyskoczyć ze “strefy komfortowej” nie oponowałem.
Formuła imprezy była intrygująca. Zamiast wykładów, (jeden się stresuje, reszta ziewa, albo czeka na obiad), były grupy dyskusyjne z moderatorem, czy raczej inicjatorem. Czyli bardziej bezpośrednia “horyzontalna” forma komunikacji. Tematy dyskusji były dowolne, (pomijając dwa narzucone przez sponsora). Uczestnicy mogli zgłaszać swoje tematy, które następnie były grupowane i przypisywane do konkretnego pokoju i godziny. Dyskusje odbywały się w 4 pokojach równocześnie w pięciu sesjach.
Zaproponowałem dwa tematy “Clojure - Lisp dla mas”, i “Java - współczesny Cobol“. Dodatkowo miałem pociągnąć jeden z tematów sponsorskich, trochę to ograniczyło moją możliwość uczestnictwa w innych sesjach, a szkoda, bo było parę ciekawych.
Krótki przegląd sesji:
Dzień drugi był bardziej tradycyjny, wykład + warsztaty. Wykład był o pracy jaką znam, bo prowadził go dyrektor działu w którym pracuje. Nie wiem czy do wszystkich trafi pragmatyczne podejście. Nie wiem na ile ludzie umieją się odciąć od profesjonalnie wyglądających produktów architektów astronautów.
Po wykładzie odbywały się warsztaty. Nie było to warsztaty sensu stricte. Raczej pokaz na żywo pewnych możliwości języków. Mówię języków gdyż na takie wykłady poszedłem. Pokazy narzędzi mniej mnie interesują. Było o zupełnie innych dwóch językach.
Na początku o Groovy’m, który to kiedyś mi się nie spodobał, gdyż pochodzi ze stajni przeinżynierowanych projektów. Obiektywnie patrząc, jest to rozsądne narzędzie dla osób nie Unixowych, które chcą pisać krótkie często jednorazowe skrypty rozwiązujące nie-cierpiące zwłoki zadania.
Potem było o Scali. Dziwny ten język. Takie wymieszanie Javy z językami funkcyjnymi. Nie przypadł mi do gustu. Może dla tego, że nie jestem fanem statycznego typowania.
Reasumując było ciekawie. Dyskusje ogólniejsze (procesowe) wydały mi się ciekawsze. Być może dlatego, że o konkretach (języki, produkty) ciężko się dyskutuje, bez wiedzy. Ciekaw jestem kiedy pojawią pomysł zaproszenia do dyskusji interdyscyplinarnych. Przykładowo “Bauhaus vs Wabi-Sabi w architekturze systemów” mógłby być tematem ciekawym. Myślę, że architekci, developerzy i filozofowie znaleźli by spólny język. Pojęcia piękna, prawdy i dobra występują we wymienionych dziedzinach.
Zrobiłem sobie przerwę z Lispami, patrze a tu kultowa ksiażka o programowaniu w cenie motocykla którego nabyłem (ceny w hameryce). Hmm ciekawe czy jest jakaś relacja między ceną książki, a kosztem pracy osobnika posiadającego umiejętności w niej opisane. Może trzeba będzie wrócić do nawiasów, może już bez idealizmu, a z pragmatyzmem.
BTW. Niby Railsy, Djagno i inne frameworki teraz są na topie, a proszę zobaczyć w czym napisany jest serwis Aula Polska.
BTW2. Smutny powrót do Lispa. Zmarł Erik Naggum. Każdy kto spoglądał na grupę comp.lang.lisp napewno spotkał się z jego ripostami.
Benzyna, pot, błoto, olej = enduro. Oto nowa forma mojej rekreacji. Godzina jeżdzenia i człowiek wymęczony kompleksowo.
Kolega arbiter cyknął mi pare zdjęć. Dobrze, że to zrobił, bo widać złą postawę. Dupa za bardzo do tyłu, ręce za nisko/ Pojadę na doszkalanie to się dowiem co jest jeszcze nie tak.
14k Euro miesięcznie :-). Cóż za tą kwotę sam bym wystąpił w konkursie na miss/mistera EU.