Nowy wyznawca GTD

Czytam, a właściwie studiuję książkę z obrazka. Książka jest o prostym i naturalnym sposobie zwiększenia efektywności działań w dobie zadań opartych na wiedzy. Dla tych co chcą się dowiedzieć więcej bez książki, polecam strony: Wikipedia i 43folders.com.
Z jakiś, bliżej nie określonych, intuicyjnych przesłanek, ten sposób zwiększenia efektywności jakoś mi się spodobał. Zaufałem intuicji i postanowiłem spróbować. Mam (może niedługo będzie “miałem”) problem z projektami poza robotą. W robocie jest prosto, jest określony czas, jest ITS, jest marchewka i jest kierownik z batem :-). Zatem całe zarządzanie zadaniami jest poza mną. Gorzej jest z projektami w ramach hobby. Nie mają, żadnych więzów czasowo-budżetowych. Ponadto pomysłów pojawia się dużo, a ciężko z ich zakończeniem. Prawie jak w umyśle adehadowca. Przyszedł czas na zmiany.
Poczytałem trochę o różnych implementacjach systemu GTD. Część blogosfery sceptycznie odnosiła się do palmów, aplikacji WWW czy biurkowych, jako mało elastycznych. Postanowiłem spróbować tradycyjnej formy. Zwykłego notesu i ołówka. Ma to zalety. Mogę używać systemu, nie będąc przy komputerze, mogę zmieniać sposób rejestracji działań w trakcie używania systemu, mogę używać kartek notatnika w sytuacji awaryjnej ;-).

Jest google i nie trzeba nic wymyślać. Znalazłem człowieka hyalineskies.com który opisał swój system. Koleś używa, jak się później dowiedziałem, klasycznych i kultowych notatników firmy Moleskine. Można je kupić w Czułym Barbarzyńcu. Ot taki fetysz GTD :-).
Moja implementacja systemu GTD jest podobna. Nie mam zbioru spraw wejściowych (INBOX). Działania dla zadań określam na bieżąco. Listę następnych działań (NEXT ACTION) zapisuję na kolejnych kartach w ustalonym formacie. Format zawiera datę, nazwę projektu do którego się odnosi zadanie, referencja (strona/pozycja) do poprzedniego działania, znacznik oczekiwania na terminy zewnętrzne, no i treść następnego działania. Działania grupuję kontekstowo @laptop, @dom, @miasto. Każdy kontekst na oddzielnej stronie. W 3/4 notatnika zaczyna się lista projektów np.: remont domowy, blog, etc. Jeden projekt na stronę. Na razie nie mam ustalonego formatu opisu projektu. Na końcu notatnika jest lista zadań/projektów do wykonania w przyszłości. Kolorowe zakładki oznaczają początek listy działań, projektów i zadań na kiedyś.
System wydaje się działać. Nie muszę pamiętać o jakimś zadaniu. Mam ten komfort, że jest ono zapisane i wiem, że ma przydzielone następne działanie. Zadania przybywają i są realizowane. Kobieta zeznała, że jakiś spokojniejszy jestem
Mam jeszcze pewien problem z określeniem “następnego fizycznego działania”. Zdarza się, że wpisuję zamiast tego cel zadania. Dobre określenie tego następnego “małego kroczku” wydaje się esencją GTD.

Faktycznie, potwierdzam, nabla jakiś spokojniejszy i powoli efektywniejszy się robi. Coś czuję, że też będę musiała tę książkę przeczytać i wdrażać system. Narazie przyglądam się jak sobie rafał radzi i czy system będzie działał choć przez kilka miesięcy. A tak na marginesie ile to pomysłów się tli w głowie programisty. Nie do ogarnięcia. Kobiety programistów łączmy się, może razem będzie nam łatwiej!:)