Robot sprzątający - Roomba
Po przeczytaniu wpisu Miasika o zakupie robota za $100 zapragnąłem mieć własnego.
Po 2 miesiącach oczekiwań (poczta + cło + poczta) odebrałem paczkę. Koszty:
- $175 za robota + przesyłka na ebay’u,
- 100PLN cło + podatek,
- 50PLN trafo 220/110V 100W (w 50W się bezpiecznik się upalił).
W sumie ~500PLN. Wyszło więcej niż zakładałem na początku. Koszt działalności państwa mnie zaskoczył. Jako inż. elektronik powinienem być zadowolony z państwowej ochrony polskiego przemysłu elektronicznego, ale jakoś nie jestem.
Obserwowałem robota w akcji. Trzeba przyznać, że twórcy włożyli pracę w algorytm sprzątania. Ruchy robota wydają się na początku trochę chaotyczne. Nie można zapominać, że ma dość ograniczone możliwości poznania otoczenia. Można powiedzieć, że pracuje w trzech trybach:
- kręcenie się po spirali, poszukiwanie krawędzi
- ping pong, czyli od ściany do ściany, czyszczenie dużych powierzchni
- trzymanie się krawędzi, czyszczenie w rogach i dookoła nóg stołu
Roomba pokonuje progi ok 1cm. Problemem dla niej są dywaniki z frędzlami, dolne rurki suszarki do bielizny, sterty kabli. W sytuacjach krytycznych wyłącza się.
Rzeczy, które mi się nie spodobały:
- Konserwacja robota, trzeba co jakiś czas ręcznie czyścić szczotkę. Jest do tego dedykowane narzędzie, połączenie grzebienia z nożem. Jednym słowem amerykańskie good-enough
- Chodzi całkiem głośno. Myślałem, że będzie cichszy
- Brak możliwości ustawienia czasu sprzątania. Robot sprząta jakiś czas. Ma wbudowaną jakąś heurystykę, dzięki której szacuje wielkość pomieszczenia i co za tym idzie czas sprzątania. Z moich obserwacji wynika, że ten czas mógłby być krótszy.
- Chore ceny robotów u krajowego dystrybutora. Nawet nie chcę patrzeć ile kosztuje filtr powietrza, który za jakiś czas będę zmuszony kupić
Przyszedł kwit z urzędu celnego. Trzeba tam pojechać i przedstawić dowód wpłaty, oraz przetłumaczyć fakturę. Po tygodniu paczka był wysłana do mnie.