Cooluary v2 - Gdańsk
Byłem na Cooluarach i było fajnie :-).
Nie pisałem na tym blogu o sprawach około-pracowych. Czas na zmiany. Być może trzeba będzie zmienić podtytuł bloga, na “mało intymny”
Jakoś tak się stało, że unikam konferencji technologicznych. Nie widzę sensu słuchać prezentacji o kolejnej srebrnej kuli, która to uczyni klienta szczęśliwym, a mnie bogatym. Nie wiem, czy wszystkie konferencje tak wyglądają, ale z tego co się zdążyłem zorientować (patrząc na agendy) to większość tak wygląda. Ot współczesna forma sprzedaży wszystko-leczącego oleju z węży dla ludzi z dużym IQ. Poza tym zawsze miałem wrażenie, że taka forma na praktykowanie społecznego dowodu słuszności. Grupa myśli jak ja, wiec to musi być prawda.
Sceptycyzm swój czasem trzeba weryfikować. Trzeba sprawdzać przesłanki. Się natrafiła okazja. Dyrekcja postanowiła wysłać mnie na Cooluary. Tak konferencja która nie jest konferencją, a raczej zjazdem developerów. Jako, że było to w Gdańsku, a i czasem trzeba wyskoczyć ze “strefy komfortowej” nie oponowałem.
Formuła imprezy była intrygująca. Zamiast wykładów, (jeden się stresuje, reszta ziewa, albo czeka na obiad), były grupy dyskusyjne z moderatorem, czy raczej inicjatorem. Czyli bardziej bezpośrednia “horyzontalna” forma komunikacji. Tematy dyskusji były dowolne, (pomijając dwa narzucone przez sponsora). Uczestnicy mogli zgłaszać swoje tematy, które następnie były grupowane i przypisywane do konkretnego pokoju i godziny. Dyskusje odbywały się w 4 pokojach równocześnie w pięciu sesjach.
Zaproponowałem dwa tematy “Clojure - Lisp dla mas”, i “Java - współczesny Cobol“. Dodatkowo miałem pociągnąć jeden z tematów sponsorskich, trochę to ograniczyło moją możliwość uczestnictwa w innych sesjach, a szkoda, bo było parę ciekawych.
Krótki przegląd sesji:
- Git - czyli o rozproszonych systemach wersji. Powiem tyle, widać ruch w korporacjach. Lud zaczyna używać i przy następnych awansach programatorów git ma szansę stać się standardem korporacyjnym. Oczywiście jeśli nie wyprzedzi go w tym Mercurial.
- Clojure - widać, że jest zainteresowanie. Nie wiem czy wynika to z bieżącego hype’u na języki dynamiczne. Być może. Lispowców tam nie spotkałem, także o common-lisp/scheme vs clojure nie można było podyskutować. Miło było poznać java-sceptyków.
- Przeglądy kodu - ciekawa dyskusja, wcześniej nie przykładałem do tego tematu większej roli. Z pomocą nowego narzędzia Atlasiania, można wspomóc proces przeglądu kodu i to nie tylko w tym krytykanckim-audytorskim aspekcie, ale również jako metodą przekazywania wiedzy. Rzecz ciekawa.
- Obsługa sytuacje wyjątkowych - nic ciekawego, zdradziłem kto zabił w ciągu 5 minut. Widać było (po frekwencji), że dyskusja o wydajności była ciekawsza, notabene sam chciałem się tam ewakuować, bo temat ciekawszy, bardziej dynamiczny i wieloaspektowy
- “Java - współczesny Cobol” połączone z tematem o śmierci Javy. Zebrali się głównie weterani, sądząc po zmarszczkach :-). Wniosek był pocieszający, nie widać konkurencyjnej rewolucyjnej nowej technologii która miała by się rozlać na biznes.
Dzień drugi był bardziej tradycyjny, wykład + warsztaty. Wykład był o pracy jaką znam, bo prowadził go dyrektor działu w którym pracuje. Nie wiem czy do wszystkich trafi pragmatyczne podejście. Nie wiem na ile ludzie umieją się odciąć od profesjonalnie wyglądających produktów architektów astronautów.
Po wykładzie odbywały się warsztaty. Nie było to warsztaty sensu stricte. Raczej pokaz na żywo pewnych możliwości języków. Mówię języków gdyż na takie wykłady poszedłem. Pokazy narzędzi mniej mnie interesują. Było o zupełnie innych dwóch językach.
Na początku o Groovy’m, który to kiedyś mi się nie spodobał, gdyż pochodzi ze stajni przeinżynierowanych projektów. Obiektywnie patrząc, jest to rozsądne narzędzie dla osób nie Unixowych, które chcą pisać krótkie często jednorazowe skrypty rozwiązujące nie-cierpiące zwłoki zadania.
Potem było o Scali. Dziwny ten język. Takie wymieszanie Javy z językami funkcyjnymi. Nie przypadł mi do gustu. Może dla tego, że nie jestem fanem statycznego typowania.
Reasumując było ciekawie. Dyskusje ogólniejsze (procesowe) wydały mi się ciekawsze. Być może dlatego, że o konkretach (języki, produkty) ciężko się dyskutuje, bez wiedzy. Ciekaw jestem kiedy pojawią pomysł zaproszenia do dyskusji interdyscyplinarnych. Przykładowo “Bauhaus vs Wabi-Sabi w architekturze systemów” mógłby być tematem ciekawym. Myślę, że architekci, developerzy i filozofowie znaleźli by spólny język. Pojęcia piękna, prawdy i dobra występują we wymienionych dziedzinach.
> można wspomóc proces przeglądu kodu i to nie tylko
> w tym krytykanckim-audytorskim aspekcie
To o mnie?
Bardzo mnie cieszy, że piszesz po polsku i tłumaczysz slangowe określenia.

Drobne sugestie, które mogą to jeszcze ulepszyć:
- “srebrna kula” to raczej kula pomalowana na kolor srebrny; wg mnie lepiej i trafniej jest “kula ze srebra”
- polski odpowiednik idiomu “snake oil” to “maść na szczury”
- “strefa komfortu” bardziej niż “komfortowa strefa”
Ogólnie - ciekawy tekst.
@Tomek. Dzięki za uwagi.
[...] Nablaone blog [...]