Social Lending w serwisie Allegro - Zero Procent
Jakiś czas temu kupiłem urządzenie X na allegro. Cena była atrakcyjna. 80% nówki z niemieckiego sklepu. Jakieś 50% nówki z polskiego. Słowem okazja. Sprzedawca przez telefon był OK. Zrobiłem przelew, podałem dane i czekam na przesyłkę. Nie zmartwiło mnie, że nie przyszła po tygodniu. Cóż mieszkając w Warszawie, gdzie wszystko jest blisko i widać nowoczesność i dobrobyt, poczta polska ma problemy z wydajnością. Jakoś nie mogą dojść do wniosku, że papierki, stempelki, pisanie odręczne sprawdzało się dobrze, ale dziesiątki lat temu. A nie dziś, w dobie zakupów on-line i boskiego łebdwazero. Po dziesięciu dniach zatroskałem się o przesyłkę. Sprzedawca też był zatroskany. Się na pocztę pofatygował, celem złożenia reklamacji. Po 3 tygodniach wysłał SMS’a, że odda kasę, nie czekając na rozstrzygnięcie reklamacji. Kasę oddał w 2 transzach. Minął miesiąc. Dałem komcia. Pozytywny, rzecz jasna, człowiekowi za dobry kontakt i negatywa poczcie za zagubienie przesyłki.
Wszystko było by OK. Gdyby… Gdyby nie donos innego allegrowicza. Donosiciel uświadomił mnie o nowej usłudze allegro. “Nieświadomy Social Lending”. Wystawiasz przedmiot, którego nie masz. Dajesz atrakcyjny opis i cenę. Ktoś kupuje. Ty nie wysyłasz. Po jakimś czasie mówisz, że wsiąkło na poczcie. Po jakimś czasie oddajesz kasę. Wszyscy są zadowoleni. Niedoszły kupiec, bo odzyskał kasę, ty bo miałeś ją przez jakiś czas, a poczta bo nie zmienia się opinia o niej.
Całą tą idylle psuję jakiś nadgorliwy allegrowicz. “Ignorance is bliss” mawiają. Wniosek. Nigdy nie czytać maili od nieznanych allegrowiczów!