nablaone.net: blog | zdjęcia | nasi-fachowcy.net

Cross Country w Zelowie

2010-06-29, ogólna

Oto krótka relacja ze startów w zawodach cross-country w Zelowie. Był to mój pierwszy start w zawodach motorowych, chyba nawet pierwszy w ogóle.

Historia zaczęła się na wspólnym wyjeździe integracyjnym EA. Tam poznałem innych fascynatów jeżdżenia w terenie. Byli też ludzie z Kielc. Wszyscy byli pozytywnie nakręceni na organizację i startowanie w zawodach cross country. Polecili mi zawody w Zelowie, jako dobre miejsce na debiut. Tor miał być prosty i niewymagający. Zdecydowałem, że pojadę i zgłosiłem zapotrzebowanie na pakę :-).

Dzień zaczął się o 6 rano. Na 7 byłem umówiony z Pablem, który zabrał mnie i motor w drogę. Po drodze zabraliśmy Jima i jego rumaka i udaliśmy w kierunku miejsca spotkania z resztą ekipy na stacji benzynowej. Tam czekała Jadźka (Prezeska teamu), a za jakiś czas dojechał Robos. Z poranną głupawką ruszyliśmy meblowozem w kierunku Zelowa. W drodze dowiedziałem się o co chodzi w cross country. Półtorej godziny jeżdżenia trochę mnie przeraziło, nigdy nie jeździłem tyle w jednym kawałku czasu.

Miejscowość okazała się nawet spora i była zorganizowana w starym stylu, tj z prostokątnym rynkiem w centrum. Same zawody odbywały się parę kilometrów dalej, na opuszczonym poligonie. Drogowskazem był samochód rozjechany przez czołg. Notabene auto na niemieckich numerach. Zastane warunki były spartańskie, dla takiego mieszczucha jak ja. Dobrze, że była woda ze szlaucha. Na miejscu pojawił się Bruno, oraz zaprzyjaźnione ziomki z Łodzi. Konkurencja też leniwie zaczęła się zbierać.

Wspólne przejście trasy wykazało, znaczące różnice z poprzednim rokiem. Łatwy debiut stanął pod znakiem zapytania. Na szczęście pierwsze miały jechać trasą quady, co miało ją udrożnić (??) Potem były zapisy, kiełbaska i montaż chipa pomiarowego. Kaucja 200 zwiększyła staranność montażu.

W między czasie przyjechali bracia pokibicować mi, co mnie podniosło na duchu. Brat fotograf profesjonalista, miał zarejestrować ten event. A stresik zaczął działać zauważalnie. Dobrze, że był tojtoj :-)

Biegu quadów nie obserwowałem. Wjechałem na tor na kółko zapoznawcze. W tej formule zawodów treningi na trasie są zabronione. Bieg zamiast ułatwić przejazd, ukazał tor w pełnej krasie. W skrócie błoto, czasem zmielone z sianem, momentami wykręcające nos, cuchnące jakąś bagnistą biomasą. No i te ciasne zakręty z koleinami. Nie wiem ile ich było, ale dużo. Była tylko jedna prosta, na której zapinałem bieg numer 3. Kółko zapoznawcze przeżyłem, to i resztę przeżyję pomyślałem :-)

Na starcie było jakieś 30-40 zawodników. Samego startu za bardzo nie pamiętam. Kurz, błoto, huk, podmuchy z rozprutych wydechów czteropaków. Można to porównać tylko do pierwszej sceny “Szeregowca Ryana”. Dawno takiego szoku nie przeżyłem. Efektem było włączenie się trybu “przeżycia”. Wszystko czego się nauczyłem o pozycji i technice poszło w niepamięć. Tyłek na kanapie, nogi szeroko rozstawione, szukające podparcia w melasie. Jak określił kolega, jazda na “dostawcę pizzy”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kurczowo zaciśnięte ręce spuchły. Coraz trudniej było manipulować sprzęgłem i gazem. Po kolejnej glebie w błocie, zacząłem się zastanawiać co ja tu k***rwa robię. Za taśmą, stoją ludzie, piją piwko, bawią się, jest miło, jest ciepło, jest sucho. A ja tu z błota podnoszę moto, usuwam błoto z gogli, w butach chlupie breja i na dodatek wszyscy mnie objeżdżają częstując ziemią spod kół. Miałem zjechać z trasy. Byłem zrezygnowany. Prezeska poradziła, abym zjechał do punktu serwisowego i tam odpoczął i się nie poddawał. Jakby powiedziała, że mam jechać w drugą stronę to bym pojechał, myślenia brakło. Przeczekałem tam z 20 minut w towarzystwie braci, się nawodniłem, odreagowałem i wróciłem na tor. Zrobiłem jeszcze dwa kółka. I tak minęło półtorej godziny pozbawienia dziewictwa.

Aby być klasyfikowanym, trzeba przejechać połowę tego co zwycięzca. Przejechałem 6 okrążeń, a zwycięzca 13. Zatem skończyłem wyścig poza klasyfikacją.

Dzień zakończył się na imprezie integracyjnej. Browarek, mięsiwo, dyskusje o technice jazdy, smutnej rzeczywistości polskiego sportu motorowego, o ludziach, którym się chce organizować imprezy etc,etc, etc. Zmęczeni poszliśmy spać na pace dostawczaka.

W niedzielę miałem mieszane uczucia co do startu. Z jednej strony byłem zmęczony dniem poprzednim, a z drugiej wiedziałem co mnie będzie czekać i co robiłem źle. Zawodników było mniej niż w sobotę. Było też kilku weteranów na ciężkich endurasach, co dawało szansę na niezdobycia ostatniego miejsca. Trasę odwodniono, została pominięta rozmięknięta hopka. I co najważniejsze jechało się w przeciwnym kierunku.Start już nie był zaskoczeniem. Zacząłem jechać swoim tempem, starając się wybierać swoje ścieżki. Tym razem zwracałem uwagę na elementy techniczne. Tyłek nad kanapą, noga zewnętrzna ma dociskać bak, łokieć w górę. Co najważniejsze, w końcu motocykl zaczął jechać na rezonansie :-). Było słychać cudowny dźwięk kręconego dwusuwa. Momentami udawało się polecieć po melasie, zamiast badać jej głębokość. Ręce zaczęły boleć. W głowie ukazał się głos Guru aka Dr.Housa aka Marka G. “odtenteguj się od kierownicy”, tak i też uczyniłem. Po części ze zmęczenia, po części z pewnego poczucia jedności z pojazdem. A okrążenia mijały. Były spektakularne gleby w wodzie przez kibicami. Cały czas dopingowali mnie Prezeska i Jim. Okrzyki “Ogień, Ogień” skandowane z zaskoczenia zachęcały do śmielszego odkręcania gazu. Mijałem kolesi co zatrzymywali się w krzakach aby odpocząć. Wyprzedzali mnie ci dobrzy i ci co lubili skróty. Się jechało i jechało. Coraz lepiej, coraz milej, coraz pewniej. aż czas minął. Wynikiem 13 okrążeń. Zwycięzca zrobił 18. Dojechałem 4 w kategorii “open”.

Zawody dały mi nieźle w kość. Zakwasy dziwnych, wcześniej nie uświadomionych mięśni przyszły dnia następnego. Jeżdżąc samotnie dookoła komina, nie pchał bym się w taki teren po jakim przyszło mi się ścigać. Konkurencja dobrze wpływa na przełamywanie kolejnych blokad w jeździe. Z drugiej strony widzę, ze opanowywanie techniki ma większe znaczenie niż przygotowanie kondycyjne. Bez techniki jazda przypomina walkę o przeżycie, która to strasznie wysysa energię. Na pewno nie będą to moje ostatnie zawody. Jak mówili towarzysze, jak się spróbuje, to się chce więcej. A tym czasem trzeba trenować zakręty, pozycję ataku etc, etc. Aha, jak się zastanawiasz czy warto wystartować w zawodach, choć nie umiesz jeździć, powiem tyle warto, bo się może okazać, że trochę umiesz :-)

Materiały audio-video:

Zdjęcia 1, 2, 3, 4, 5 (brata).

Matura z rachunku

2010-05-05, ogólna

Po jakimś czasie elity postanowiły przywrócić maturę z rachunku. Niby mamy cywilizację postagralną, postindustrialną. Ponoć opartą na wiedzy, czy informacji, jak to mówią. A na egzaminie, jak w XIX wieku, wyliczanie powierzchni pól, dla przyszłych zarządców majątków ziemskich. Czy objętości silosów, dla przyszłych fabrykantów. Gdzie bity, relacje, mediany, dyskretne ciągi? Brak. Ktoś kiedyś powiedział o nauczycielach i dziennikarzach, jako o sprzedawcach idei z drugiej ręki. Tu mamy sprzedawców z bazaru na Kole, z szyldem “nowość”.

Skąd się biorą informatycy

2010-04-07, ogólna

Gdzieś w jednym z biurowców na Domaniewskiej. Dwie pracownice rozmawiają o urodzie swych dzieci. W końcu jedna pyta:
- A co zrobisz jak zbrzydnie?
- Kupię mu komputer i zostanie informatykiem.

Automat propagandowy w facebook.com

2010-04-06, ogólna

Od jakiegoś czasu używam facebooka, raczej bywam tam. Jest w tym serwisie kilka ciekawych rozwiązań. Trudno tu mówić o serwisie, jest to raczkująca, jakby nie było, platforma do aplikacji opartych na zdygitalizowanych relacjach ludzi. Jak z każdą nową technologią, nikt na razie nie wie jak ją spożytkować, także służy głównie do zabawy. W obecnym stadium niewiele różni się od wymyślonej przez kolegę z pracy (jakieś 10 lat temu) aplikacji “Co ci leży na wątrobie”. Podobnie też działało plotkuj.net. Typowy strumień myśli, bez początku, końca, celu etc. Na razie tak to wygląda, ale zmieni się, bo FB ma API i można się podłączyć.

Jakiś czas temu badałem możliwości FB. Jednym z efektów była aplikacja, “Wykrywacz romansów”, która to, stosunkiem liczby użytkowników do linii kodu plasuje się w czołówce moich programistycznych osiągnięć :-).

Drugim efektem, jest następujący pomysł. Można użyć FB do zbudowania automatycznego sprzętu reklamowego, mówiąc bez ogródek do wciskania ludziom propagandy komercyjnej. Mówiąc automatycznego, mam na myśli pełną automatykę :-). Użytkownik końcowy sprzętu dodawałby co chce rozpropagować i komu, a sprzęt zająłby się brudną robotą.

FB zbudowany jest w oparciu o ideę sieci społecznej. Każdy użytkownik łączy swój profil z profilami innymi użytkowników, relacjami-przyjaciel, w związku, rodzeństwo etc. Jest to zatem zwykły graf z etykietowanymi krawędziami. Użytkownicy dokonują samoklasyfikacji swojego profilu poprzez dodawanie przynależności do grupy zainteresowań: “Warszawa”, “Lubie poranną kawę” etc. Pomijam fakt umieszczania informacji o swoich poglądach religijnych czy politycznych. Dodatkowo przez analizę aktywności między użytkownikami, można by określić “jakość” relacji, jej emocjonalny charakter i co najważniejsze jakie idee są promowane (przycisk “like”). Mając graf o węzłach zawierających kategorie idei, oraz krawędzie gdzie te idee przepływają można określić ich optymalne drogi, oraz co najważniejsze który węzeł dokonuje wzmocnienia. Czyli kto jest entuzjastą, propagatorem, a w naszym przypadku będzie użytecznym idiotą. Jemu podeśle się treść, jako “Fan page”, prośbę dodania jako przyjaciela. On łyknie przynętę i pośle dalej. Uważny czytelnik, zwróci uwagę na ograniczoną możliwość analizy profili użytkowników. To nie jest problem. Mało kto czyta, przy uruchamianiu aplikacji, na co jej pozwala. A mogą wiele.

Pomysł genialny. Już wymyśliłem sobie w czym go zrobię, a w Clojure, a co. Już wymyśliłem interface, API, etc. Już zaplanowałem zyski. Normalnie samograj. Aż tu nagle …

Się dowiedziałem, jak to robią ludzie nietechniczni z agencji od propagandy. Zakładają “Fan page”, zwołują tłumy, po przekroczeniu masy krytycznej sieją spam. Bez finezji, bez żenua, ot tak po prostu.

Po raz kolejny zdaję sobie sprawę ze swojego techno-inżynierskiego podejścia do biznesu. Do tego dążenia do kompletności, ortogonalności, słowem pięknych rozwiązań. A tu wystarczy rozwiązanie typu polówka na chodniku, no dobra, szczęka na bazarze. Byle prowizorka i się biznes kręci. Ehhh.

Zatem założyłem pierwszego “fan page’a” o ciekawej treści “Lubię piersi” i zobaczymy co się będzie działo :-)

Mastering

2010-03-29, ogólna

Mastering, wykończenie, czyli to, co czyni treść atrakcyjną w odbiorze. Dwie zupełnie różne treści. Mimo, że są różne, nawet sprzeczne, ale lśnią podobnie. Cała walka toczy się o intensywność lśnienia.

W muzyce mastering objawia się między innymi kompresją dynamiki. Współczesne utwory są głośne, płaskie, pozbawione kopa. Ale tak samo głośno brzęczą w odtwarzaczu mp3. Patrzna wikipedii. Takie podejście budzi sprzeciw. Szczególnie wyznawców HiFi, którzy przepłacają za sprzęt, a z drugiej strony otrzymują na nośniku muzykę o dynamice policyjnej szczekawki.

W filmach, trwa wojna z dynamiką kolorów. Lśnienie, uzyskuje się spłaszczając paletę do dwóch barw. Pomarańczowo-niebieska papka atakuje z ekranów. Patrz tu (tu znalezione ). Cóż z cyfrowych kin, HDMI, HD coś tam, 24 bitowej reprezentacji kolorów. Jak filmy są prawie duochromatyczne.

Z drugiej strony, są masteringi do których się wszyscy już przyzwyczaili. Kiedyś przedmioty luksusowe drogie, trwałe, twarde, długożywotne. Wszystkie były, pokryte, albo wypolerowanym metalem, albo laką. Dziś plastikowa tandeta jest metalizowana, by mieć to lśnienie jakości. Wszystko musi lśnić. Brak różnorodności wykończeń już tak nie dziwi. Któż, by chciał mieć matowy, chropowaty, pozbawiony blasku samochód. A przecież pokrycie lakierem to jedna z wielu możliwości.

Czy jest mastering ludzkich relacji? Jak on się objawia. O tym, za lat parę :-).

Co by tu dalej z tym blogaskiem

2010-03-22, ogólna

Dawno nic nie napisałem na blogasku. Słyszę głosy domagające się nowych wpisów. Się zastanawiam co by tu napisać? Może o znudzeniu webdwazeryzmem, może o zostaniu fanboyem Apple, może o inżynierskich aspektach tworzenia muzyki EDM :-). Może o czymś zupełnie innym. Może porzucić ten “bezintymny” podtytuł. A może zamknąć to w cholere? Tyle możliwości dają te komputery, że o konkret ciężko ;-)

[diy] Magnetyczny wieszak

2010-02-27, ogólna

Efekt Facebooka - nieoczekiwane zainteresowanie aplikacją

2009-12-20, ogólna

Napisałem prostą aplikacyjkę na facebook.com Wykrywacz romansów wśród znajomych. Tak w ramach obczajania mozliwości platformy i jego API. Na początku miało być coś innego, ale wyszło to co wyszło :-).

Wczoraj zaglądam na panel developerski, celem konfiguracji kolejnej aplikacji. A tu niespodzianka. Aplikacji użyło ~20k użytkowników :-). Myśle sobie błąd. Ale logi z mojego serwera HTTP potwierdziły zwiększony ruch.

Epidemia zaczęła się tydzień temu, w środę miała swój szczyt. Teraz powoli się wygasza.

Kolejne aplikacje postaram się obserwować na bieżąco i w peaku dać komercyjną funkcjonalność :-)

[diy] Nowa klatka dla świń

2009-12-12, diy, ogólna

Świnie otrzymały nową klatkę. Projekt i wykonanie własne. Ma być bardziej funkcjonalna, niż te sprzedawane w sklepach zoo. Głównie chodzi łatwiejszy dostęp do wnętrza. Krata na górze w przypadku świń jest zbędna. Tak wysoko nie podskoczą :-). Dodatkowo kółka pozwalają na łatwiejsze przemieszczenie, w celu konserwacji stanowiska, jak i usuwania do pokoju B, w przypadku najazdu gości.

Elementy składowe: przycięty kosz wystawowy, spienione pcv, kółka, stary polar na hamak.

biedacms - prymitywny CMS dla każdego

2009-11-26, ogólna

Czasem trzeba mieć możliwość edycji jednej strony HTML. Stawianie jakiegoś Wiki, CMS’a to strzelanie z armaty do muchy. Zrobiłem prymitywnego CMS’a biedacms. U mnie działa :-) Miłego.

Nowa marka samochodu

2009-11-22, ogólna

Się dowiedziałem listownie, że mój skuter to samochód :-).

BTW
A strona kumpla o galeriach, jak rok temu nie zawiera zdjęć galerianek, tak nie zawiera. Sie chłopak dziwi czemu ruch mały. Kliknij, aby mu zwiększyć trafik beznamiętny opis Centrum Handlowe Arkadia.

Nowy “startup” nasi-fachowcy.net

2009-11-05, ogólna

Motto: Shipping is a feature

Po latach technonanizmu językami, frameworkami, enginami, ideami obcymi, zrobiłem coś co działa i spełnia moją potrzebę. Mianowice aplikację nasi-fachowcy.net. Będę w niej gromadzone dane kontaktowe fachowców różnych branż, którzy nie zawiedli. Coś co zastąpi białe listy lekarzy gromadzone w firmach, czy słowne rekomendacje ekip remontowych. Cel jest szczytny!

Na razie zaimplementowana jest podstawowa funkcjonalność. Można dodać, edytować kontakt do fachowca jak i zaprosić znajomego. Publicznego formularza rejestracji nie przewidziałem :-). Na razie problem spamu zostanie odwleczony. Chętnym zaproszenie wyśle po otrzymaniu maila.

Przy okazji powstał µ-framework turbobieda. Nazwa oddaje jego cechy :-).

Social Lending w serwisie Allegro - Zero Procent

2009-07-20, ogólna

Jakiś czas temu kupiłem urządzenie X na allegro. Cena była atrakcyjna. 80% nówki z niemieckiego sklepu. Jakieś 50% nówki z polskiego. Słowem okazja. Sprzedawca przez telefon był OK. Zrobiłem przelew, podałem dane i czekam na przesyłkę. Nie zmartwiło mnie, że nie przyszła po tygodniu. Cóż mieszkając w Warszawie, gdzie wszystko jest blisko i widać nowoczesność i dobrobyt, poczta polska ma problemy z wydajnością. Jakoś nie mogą dojść do wniosku, że papierki, stempelki, pisanie odręczne sprawdzało się dobrze, ale dziesiątki lat temu. A nie dziś, w dobie zakupów on-line i boskiego łebdwazero. Po dziesięciu dniach zatroskałem się o przesyłkę. Sprzedawca też był zatroskany. Się na pocztę pofatygował, celem złożenia reklamacji. Po 3 tygodniach wysłał SMS’a, że odda kasę, nie czekając na rozstrzygnięcie reklamacji. Kasę oddał w 2 transzach. Minął miesiąc. Dałem komcia. Pozytywny, rzecz jasna, człowiekowi za dobry kontakt i negatywa poczcie za zagubienie przesyłki.

Wszystko było by OK. Gdyby… Gdyby nie donos innego allegrowicza. Donosiciel uświadomił mnie o nowej usłudze allegro. “Nieświadomy Social Lending”. Wystawiasz przedmiot, którego nie masz. Dajesz atrakcyjny opis i cenę. Ktoś kupuje. Ty nie wysyłasz. Po jakimś czasie mówisz, że wsiąkło na poczcie. Po jakimś czasie oddajesz kasę. Wszyscy są zadowoleni. Niedoszły kupiec, bo odzyskał kasę, ty bo miałeś ją przez jakiś czas, a poczta bo nie zmienia się opinia o niej.

Całą tą idylle psuję jakiś nadgorliwy allegrowicz. “Ignorance is bliss” mawiają. Wniosek. Nigdy nie czytać maili od nieznanych allegrowiczów!

Papiery wartościowe - Lisp nie jest tani

2009-06-20, ogólna

Zrobiłem sobie przerwę z Lispami, patrze a tu kultowa ksiażka o programowaniu w cenie motocykla którego nabyłem (ceny w hameryce). Hmm ciekawe czy jest jakaś relacja między ceną książki, a kosztem pracy osobnika posiadającego umiejętności w niej opisane. Może trzeba będzie wrócić do nawiasów, może już bez idealizmu, a z pragmatyzmem.

BTW. Niby Railsy, Djagno i inne frameworki teraz są na topie, a proszę zobaczyć w czym napisany jest serwis Aula Polska.

BTW2. Smutny powrót do Lispa. Zmarł Erik Naggum. Każdy kto spoglądał na grupę comp.lang.lisp napewno spotkał się z jego ripostami.

Zespół postkomputerowej dysfunkcji sterowania wielowątkowego (PCMTCD)

2009-02-08, humor, ogólna

Odkryłem, że mam wymienioną w tytule przypadłość. Jako, że ją odkryłem postanowiłem nazwać :-).

Od jakiegoś czasu bawię się w robienie muzyki na Korgu ESX-1. Jest to takie urządznie, w którym można programować kolejność odtwarzanych dźwięków, okrasić je efektami, etc etc. Jednym słowem elektroniczna zabawa z muzyką. Może kiedyś efekty umieszczę na blogu.

Wracając do tematu. Łapię się wielokrotnie na wyuczonym przy komputerze sposobie pracy. A mianowicie na jednowątkowym sterowaniu, wybieram funkcję urządzenia i ją włączam (naciskam, zmieniam wartość, etc). Potem następną i tak w kółko, jedna za drugą. Tak jak w komputerze, najpierw wybieram muzykę, włączam, przewijam, ściszam, wybieram stronę o artyście, przewijam ją etc etc. W komputerze nie da się regulować glośności, przewijać utwórów i przeglądać strony jednocześnie. Bawiąc się Korgiem odkryłem że się da, że mogę użyć drugiej ręki i wszystkichpalców. Odkryłem, że mogę równocześnie naciskać klawisze, które wydawało by się nie mogą razem działać. Słowem odkryłem na nowo sterowanie wielowątkowe. Ograniczone jedynie dostępnością kończyn i palców :-).

Teraz nie pozostaje nic innego tylko zrobić stronę/forum, przylobbować w rządzie i dostać dodacje na dalsze badania :-).

Następne »
This work is licensed under a Creative Commons Attribution-Noncommercial-Share Alike 3.0 Unported License.
(c) 2010 nablaone.net | powered by WordPress with Barecity